Zapora to dopiero był dowódca
Maciejów październik 2008


Przemyscy aktorzy - rekonstruktorzy spotkali się żołnierzem oddziału AK, którego losy odtwarzali w filmie dokumentalnym. - W filmie odtwarzałem pana postać - chwali się Andrzej Gładysz. - No to ufam, że dobrze wypadłeś, jako ja - uśmiecha się mjr Marian Pawełczak, ps. "Morwa".


Na przełomie sierpnia i września w Pacławiu pod Przemyślem rekonstruktorzy z różnych stron Polski, w tym z Przemyśla, zagrali w filmie dokumentalnym o majorze Hieronimie Dekutowskim ps. "Zapora". Przeplatany fabularnymi scenami dokument kręci TVN Discovery Historia. Premiera, w Kalwarii Pacławskiej, być może jeszcze w grudniu.
- Prawie całym oddziałem braliśmy udział w tym filmie. Nawet się nie spodziewaliśmy, że w niedługim czasie spotkamy się z jednym z tych żołnierzy AK, w których role się wcielaliśmy - zapala się Mirosław Majkowski, prezes Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." Na spotkanie jedziemy sporą grupą.


Przy ognisku w partyzanckiej wiosce

Docieramy do Maciejowa, w województwie lubelskie. Urocza, śródleśna wioska. Kilkanaście kilometrów od drogi Biłgoraj – Lublin. Zagroda z drewnianym domem, utrzymana w odpowiednim klimacie przez Piotra Lisa z Lubelskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznej. Wypisz, wymaluj kwatera partyzancka z lat II wojny światowej. - Na stałe mieszkamy w Lublinie, ale tutaj urządziliśmy sobie taki zakątek - wtajemnicza pan Piotr. Łatwo go rozpoznać podczas wojennych rekonstrukcji. W polskim mundurze wrześniowym. Charakterystyczna twarz z bujnym wąsem, po bitwie najczęściej "zakrwawiona" i obandażowana. Ktoś musi być rannym.


Zagrałem w filmie pana postać

Przyjeżdża mjr "Morwa", czyli Marian Pawełczak. Postawny, wyprostowany, żwawo wyskakuje z samochodu. Zupełnie nie wygląda na swoje 85 lat. W mundurze oficerskim. Wita się z każdym z osobna. Każdorazowo salutuje.
- W filmie odtwarzałam pana postać - chwali się przy powitaniu Andrzej Gładysz ze Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39".
- Tak? O to fajnie. No to ufam, że dobrze wypadłeś, jako ja - uśmiecha się mjr "Morwa".
- A ja grałem, niestety, ubeka - lojalne uprzedza Majkowski.
- No, cóż film to film. Ktoś musiał grać i ubeków, bo inaczej nie było historii - pociesza "Morwa". Siadamy przy ognisku. Major na honorowym miejscu. Zaczyna się jego opowieść.


Jakiś szczupły i niski ten nasz dowódca

Najpierw Pawełczak został wywieziony na przymusowe roboty do Niemiec, do Magdeburga i Wolmirsleben. Uciekł. Później ponownie trafia na przymusowe roboty, tym razem do Lubeki. Ponownie ucieka.
W 1943 r. rozpoczyna się jego przygoda z oddziałem leśnym AK. Wówczas w organizacji tworzył się Kedyw, czyli Kierownictwo Dywersji. Morwa tam dostał przydział. Pod koniec wojny trafił do oddziału mjra "Zapory". Pod jego komendą dotrwał do końca wojny, a potem walczyli z nowym okupantem ze Wschodu.
Dekutowski był ciechociemnym. Byli to polscy żołnierze szkoleni w Anglii i potem przerzucani samolotami do okupowanej Polski, aby wspomagać konspirację i walczyć z Niemcami. Zapora został do Polski zrzucony we wrześniu 1943 r.
- W telewizji, w niedzielę wieczór, leci teraz serial "Czas honoru". Dość wiernie przedstawia służbę tych żołnierz – mówi jeden z rekonstruktorów. Przy ognisku pojawia się gorąca kawa zbożowa. Wreszcie można napełnić grochówką menażki.
- Pamiętam, jak jeden z patrolu "Kordiana" przywiózł komendanta. Jak go zobaczyłem pomyślałem sobie: kurcze, szczupły, niewysoki, wąs na jeża, włosy na zapałkę. Jak ktoś taki może być naszym dowódcą. Jednak szybko wszyscy doceniliśmy jego umiejętności dowódcze - opowiada "Morwa".


Szacunek przez kilkadziesiąt lat

O Dekutowskim nie powie inaczej jak komendant. Podczas kilkugodzinnej opowieści tylko dwa lub trzy razy wyrwało mu się określenie "Stary". Jednak nie było to żartobliwe określenie dowódcy, lecz jeden z kilku pseudonimów Dekutowskiego.
- To niewiarygodne, jak ten człowiek z szacunkiem odnosi się do swojego dowódcy. Po tylu latach. To było całkiem inne pokolenie - nie może się nadziwić Majkowski.
Morwa twierdzi, że już po pierwszych akcjach przekonali się, że "Zapora" to nietuzinkowy dowódca. Doskonale planował każdą akcję. Przede wszystkim, aby ponieść jak najmniej własnych strat, nie zaszkodzić terenowi, a jak najwięcej szkód wyrządzić wrogowi. Pomimo niezbyt imponującej sylwetki, miał donośny głos.
- Kiedyś siedzimy na akcji. My czekamy i Niemcy też. Zapora krzyczy: Tęcza ogień. I na tę komendę, faktycznie skierowaną tylko do "Tęczy", strzelają i Polacy i Niemcy. A potem, gdy "Zapora" krzyczy: wstrzymaj ogień, to przestajemy strzelać i my, i Niemcy - wspomina major.
Zapora tylko do broni przywiązywał większą wagę. Inne sprawy miały mniejsze znaczenie. Do najedzenia się wystarczało mu jajko. Chodził w za dużych butach.
- Mocno przeżywał, gdy któryś z kolegów zginął. Żegnał się z nim, jakby grzebał własnego brata - opowiada Morwa.


Nareszcie mogą komuś opowiedzieć prawdę

Spotkanie przy ognisku planowane było na trzy, cztery godziny. Trwa już sześć i końca nie widać. Dopiero nadchodząca noc i październikowe zimno wymusza koniec zwierzeń.
- Fajnie jest mówić do kogoś, kto chce słuchać - twierdzi Pawełczyk.
- Co jakiś czas organizujemy takie spotkania. Tych ludzi jest coraz mniej, dlatego tak cenne są dla nas ich relacje. Oni też są zadowoleni, że mogą mówić, do ludzi naprawdę zainteresowanych ich historią - mówi Krzysztof Silkowski z Lubelskiej GRH, która zorganizowała spotkanie.
- Byliśmy pod wrażeniem. Takich spotkań powinno być więcej. Będziemy je organizować również na naszym terenie. I wyszukiwać ludzi, którzy mogą nam przekazać swoje wojenne relacje. To doskonała forma patriotyzmu - mówi Majkowski.


Norbert Ziętal
n.zietal@nowiny24.pl
016 670-42-49



Mjr Hieronim Dekutkowki "Zapora" urodził się w Dzikowie, dzisiejsza dzielnica Tarnobrzega. Żołnierz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, cichociemny, legendarny dowódca oddziałów partyzanckich AK i Zrzeszenia WiN. Działał na terenie dzisiejszego Lubelskiego i Podkarpackiego. Po wojnie działał w konspiracji w konspiracji antysowieckiej. Aresztowany w 1947 r. Przez komunistyczny sąd skazany na siedmiokrotną karę śmierci. Wyrok wykonano w marcu 1949 r. Znienawidzony przez komunistów i aż do końca lat 80. oczerniany przez PRL-owskich publicystów. Rehabilitowany dopiero w 1994 r.





Zobacz zdjęcia ze spotkania:




<<< powrót