Z wizytą na Pz. W. 717
Międzyrzecze 23-24.01.2010


Na zaproszenie naszych przyjaciół z SRH 3 Bastion Grolman wyruszyliśmy cztero osobową (Prezes, Saper, Marecki i Doktor) załogą lekkiego transportera piechoty marki Toyota w podróż do Międzyrzecza, a stamtąd bezpośrednio na Pz.W.717. Droga w swojej zimowej aurze była dość uciążliwa, szczególnie od Łodzi, ale wytrwały dowódca, który usiadł za sterami doprowadził załogę na miejsce z nielicznymi nieprzewidzianymi wypadkami po drodze. Po ciężkich do zwąchania perypetiach, dotarliśmy nad ranem na ostatnią rubież obronną przed Berlinem gotowi z marszu wejść do walki z czerwonymi hordami.

Na miejscu przywitał nas dowódca tego odcinka taktycznego Mały i zważywszy na długą drogę jaką pokonaliśmy z Przemyśla dał nam odpocząć serwując ciepły posiłek. Ze względu na trudności logistyczno-taktyczne zakwaterowaliśmy się na podłodze gościnnej sali, gdzie swojska woń żołnierskiego potu pomogła nam szybko usnąć, aby zregenerować swoje siły przed dalszymi zadaniami. Oczywiście tylko nasz Saper poszedł od razu rozeznać teren, a Doktor miłujący czystość poszedł prać swoje rzeczy.

Po południu padł rozkaz wymarszu na teren przyszłej zaciętej bitwy z bolszewikami, gdzie zapoznaliśmy się z przewidywanym kierunkiem natarcia Armii Czerwonej. Przy tej okazji zapoznaliśmy się również z urządzeniami obronnymi panzerwerka, wtajemniczani przez Małego i Edgara. Jeśli przed zobaczeniem tego obiektu podniecałem się bezpodstawnie kilkoma poternami w Twierdzy Przemyśl to przepraszam. Olbrzymi schron bojowy z wieloma stanowiskami ogniowymi, pomieszczeniami koszarowymi, magazynami, zapleczem technicznym, potem zejście 25 metrów w dół gigantyczną studnią z wąską betonową klatką schodową, a tam tunele o wymiarach warszawskiego metra ciągnące się kilometrami z północy na południe i łącząc pod ziemią poszczególne obiekty obronne. Niesamowite. Różnice między MRU, a warszawskim metrem są następujące. Niemcy w ciągu 6 lat wybudowali to czego w Warszawie nie udało się wybudować od lat 40.

Po tym wspaniałym spacerze wyszliśmy na zewnątrz słysząc od gospodarzy, że tak naprawdę to g... żeśmy widzieli i obietnicą na wieczorną wycieczkę.

Po kolacji nie mogąc doczekać się kolejnej wycieczki wskoczyliśmy w swoje zimowe mundury Wehrmachtu i czekaliśmy na hasło do wymarszu. Mundury jak zwykle spełniły pokładane w nich nadzieje i 3 kilometrowy marsz w śniegu po kolana przy 20 stopniowym mrozie wyszedł nam tylko na dobre.

W końcu dotarliśmy do kolejnego obiektu i tutaj już z pomocą latarek oświetlających nam różne niemiłe niespodzianki czyhające na nas w podziemiach zeszliśmy pod ziemię. To co widzieliśmy po południu to rzeczywiście było nic. Stacje, rozgałęzienia tuneli, nisze detonacyjne, maszynownie, podziemne koszary, kolejne bunkry, po prostu szok. Coś wspaniałego. Nasi gospodarze z Bastionu czynili wszelkie starania, żeby pokazać nam jak najwięcej, ale nasze nogi miały już dość, tak więc przesądziły powrót na powierzchnię i do koszar.

Na drugi dzień po zaopatrzeniu się w broń i amunicję zajęliśmy pozycje przy zdobycznym dziale przeciwpancernym i gotowi do odparcia ataku czekaliśmy na pojawienie się bohaterów z Armii Czerwonej zaprawionej spirytusem i z motywatorem do walki w postaci oficerów NKWD za plecami. Po krótkim, aczkolwiek zażartym boju i zadaniu dużych strat przeciwnikowi byliśmy jednak zmuszeni oddać życie w obronie tej ważnej pozycji.

Serdeczne podziękowania dla naszych przyjaciół z 3 Bastionu Grolman, LTRH za przyjęcie i opiekę nad nami, a TGRH i innym grupom za super atmosferę.

Ogień!!!!

Zdjęcia wkrótce


<<< powrót