Mużyłowice Narodowe
Maćkowice 22 sierpnia 2009

W drugim tygodniu wojny coraz wyraźniejszym stawał się fakt, że bez pomocy swych zachodnich sojuszników Rzeczpospolita nie utrzyma naporu najeźdźcy. Na froncie południowym, którego dowódcą został gen. Kazimierz Sosnkowski niemieckie patrole przekroczyły San i zbliżały się do Lwowa. Padła ostateczna linia obrony przewidziana w polskich planach wojennych. Gen. Sosnkowski postanowił jednak skonstruować kolejną linię w oparciu o Lwów. Aby tego dokonać należało możliwie najszybciej skoncentrować w jego pobliżu wszystkie zachowujące zwartość organizacyjną wielkie jednostki wojskowe wycofujące się z zachodniej i środkowej Małopolski. Jednak między dywizjami Armii Kraków i Armii Karpaty, a Lwowem stały już oddziały niemieckie. Na drodze Armii Karpaty leżała wieś Mużyłowice, w części zamieszkała przez niemieckich kolonistów, osiedlonych tu jeszcze w XVIII wieku.

Mimo trwającej od ponad dwóch tygodni wojny, życie w Mużyłowicach Narodowych toczy się normalnie. Ludność wiejska krząta się wokół domów, kobiety pracują koło domu, jakiś chłop kosi trawę, część ludzi stroi swoje obejścia i szykuje biesiadę dla mających nadjechać wojsk niemieckich, a dzieci bawią się biegając wkoło domów. Przy wystawionym dużym stole siedzi kilku miejscowych rozprawiając o sytuacji wojennej w języku niemieckim lub ukraińskim. W pewnym momencie pomiędzy zagrody wbiega młody Niemiec. Zatrzymuje się przy stole i krzyczy: - Achtung! Polnische Soldaten! Chłopi wstają szybko od stołu zaganiając kobiety i dzieci do chałup, natomiast sołtys wraz z synem, z karabinami w ręku, chowają się między chatami. Po chwili do wsi zbliża się trzech polskich żołnierzy. Są brudni, nieludzko zmęczeni, brak im większości ekwipunku. Jeden z nich ranny jest w głowę i ramię. Podtrzymywany przez kolegę idzie powoli przez wieś. Żołnierze smutno spoglądają na zastawione jedzeniem stoły, napis "Herzliche Grusse unsere Soldaten" na bramie triumfalnej wzniesionej ku czci wojsk niemieckich. Jeden idzie z przodu z karabinem gotowym do strzału i ubezpiecza kolegów. W pewnym momencie w ich plecy pada strzał, śmiertelnie raniąc rannego. Dwóch pozostałych pada odpowiadając ogniem karabinowym w stronę skąd padają strzały. Po krótkiej wymianie ognia podrywają się i osłaniając się wzajemnie odskakują poza teren wsi unikając losu swojego towarzysza. Na środku placu leży trup żołnierza, do którego podchodzą miejscowi z karabinami w ręku. Butem obracają go sprawdzając czy żyje, po czym wznoszą triumfalny okrzyk. Z chat wychodzą miejscowi oglądając trupa. Cieszą się i rabują z kieszeni zabitego co tylko można. Po chwili odciągają ciało za chałupy i rzucają w zarośla.
Wtem z jednej z chaty wybiega polski ksiądz, który niemiłosiernie ruga sołtysa, wyzywając go m.in. od morderców. Ten tłumaczy się, że to był wypadek i że zaraz do wsi przyjedzie prawdziwe wojsko - niemieckie.

I rzeczywiście. Po kilku minutach we wsi pojawia się patrol z pułku SS Germania, entuzjastycznie witany przez ludzi, którzy dosłownie rzucają się na motory. W końcu dowódcy patrolu udaje się ściągnąć z siebie ludzi i porozumieć się z sołtysem wsi, który zdaje relację z ostatniego zajścia i mówi, że w pobliżu nie ma Polaków. Patrol odjeżdża, aby za chwilę wjechać wraz z całą kolumną. Miejscowi ustawiają się po obu stronach drogi entuzjastycznie witając wjeżdżającą kolumnę. Hajlowanie i okrzyki "Sława Hitleru" nie mają końca. Młode dziewczęta rzucają esesmanom kwiaty na samochody, a dzieci biegną za kolumną. Kolumna zatrzymuje się we wsi pomiędzy chatami, a żołnierze zeskakują z aut ustawiając się w szeregu. Oficer wydaje rozkazy rozstawienia namiotów z celt, część kwateruje w chałupach. I wtedy, przy dźwiękach niemieckich marszów, zaczyna się biesiada.
Żołnierze siadają przy stołach wraz z miejscowymi. Sołtys, "przydupasy" i oficerowie siadają przy osobnym stole. Posilają się, rozmawiają, piją, żołnierze tańczą ze sobą, jeden podrywa do góry miejscową dziewczynę, a sołtys oficerom prezentuje swojego syna, który kilka minut wcześniej strzelał w plecy polskich żołnierzy.
Dobrą zabawę przerywa zapadający zmrok. Biesiada się kończy, żołnierze kładą spać, palą się ogniska, rozstawiane są warty. Zapada totalna cisza.

Wartownik niemiecki podchodzi do zarośli, po czym odwraca się i odchodzi. W tym momencie wyskakuje z krzaków polski żołnierz, jednym ciosem bagnetem podrzyna gardło ss-mana, odciągając ciało w krzaki. Drugi wartownik po chwili dzieli los swojego kolegi. I w tym momencie z krzaków wypadają z furią Polacy z okrzykiem Hurra!!!!!! Niemieccy wartownicy oddaleni od lasu rozpoczynają chaotyczny ogień z karabinów, z chat i namiotów wybiegają na wpół rozebrani ss-mani wpadając wprost pod bagnety Polaków. Polacy nie biorą jeńców. Krzyki "Hilfe, mein God!" rozlegają się z każdej strony. Gdzieniegdzie wybuchają granaty, strzelają chaotycznie karabiny, pisk kobiet wybiegających z chałup, pod bagnetami polskich żołnierzy ginie też kilku mężczyzn cywilów.
Kilku ss-manom udaje się uciec. Reszta leży martwa lub ranna. Polacy oglądają zdobyty sprzęt, broń, auta, działka, pilnują rannych, znoszą zabitych. W centrum wszystkiego pojawia się płk. Prugar-Ketling, przyjmując meldunki od oficerów i podoficerów. Po chwili wydaje rozkaz: - Jeńców rannych opatrzyć i zostawić. I tak nie mamy jak się nimi zaopiekować. Sprzętu zdobytego nie zabierzemy, bo brak kierowców. Nakazuję zniszczyć cały sprzęt wojenny, co się da wysadzić, resztę spalić. Maszerujemy dalej. Na odsiecz najwierniejszemu z polskich miast - idziemy na Lwów!
Żołnierze odprowadzają rannych Niemców na bok, kilku zdejmuje kanistry z ciężarówek i oblewają benzyną auta, motocykle i armaty. Po czym podpalają je. Reszta żołnierzy formuje kolumnę i odchodzi w dół polany niosąc zdobyczną broń.
Polacy odeszli, jednak Niemcy licząc, że w płonącej wsi zastaną jeszcze oddziały polskie, 16 września 1939 skierowali nad Mużyłowice samoloty bombowe, aby te zbombardowały wieś. Nalot dopełnił dzieła zniszczenia.




Zobacz filmy z rekonstrukcji:

Nowiny24.pl
Miks zdjęć wraz z komentarzami





Zobacz fotogalerię z rekonstrukcji:



Zdjęcia: Łukasz Kisielica





Zdjęcia: Bogusław Kleszczyński





Zdjęcia: Marcin Kawecki




Zobacz inne fotorelacje:

Ponad 200 zdjęć Jarosława Mazura
Nowiny24.pl
www.zurawica.pl
www.zycie.pl
SRH "Wrzesień 39"


<<< powrót