Na pilickiej rubieży
Tomaszów Mazowiecki 19 stycznia 2010

Ze względów strategicznych i propagandowych Niemcy szczególnie silnie ufortyfikowali rejon Tomaszowa Mazowieckiego i samo miasto. Do trwających od lata do zimy 44 roku przymusowych robót zaprzęgnięto m.in. wielotysięczne rzesze mieszkańców tego miasta i okolic. Jednakże plany Niemców spaliły na panewce; Rosjanie, dysponując ogromną przewagą w sile żywej i sprzęcie, jak też wykorzystując manewr oskrzydlający, przełamali tę linię właściwie w ciągu jednego dnia - 18 stycznia 45 roku. Przełamanie Linii Pilicy było doniosłym i brzemiennym w skutki, choć dotąd mniej znanym, aktem w zwycięskim marszu Armii Czerwonej na Berlin.

Spichlerza, w którym zgromadzone zostały zapasy materiałowe na obronę linii rzeki Pilicy, strzeże słaby dwuosobowy posterunek żołnierzy Wehrmachtu. Niemalże pod okiem Niemców polscy partyzanci podkładają ładunki wybuchowe mające na celu utrudnić im obronę budowanych umocnień.

Po chwili słychać pierwsze strzały i wybuch ładunków wyrzuca w powietrze masę ziemi, śniegu i elementów niemieckich umocnień. Po kilkuminutowej wymianie ognia posterunek zostaje rozbity, zaś trupy strażników wciągnięte do spichlerza. Grupa partyzantów pali niemieckie zapasy i oddala się od niemiekich pozycji.

Na szczęście, niedługo potem przybywają oddziały niemieckie wzbogacone o działo przeciwpancerne, aby obsadzić pozycje obronne. Tuż za nimi podąża transporter opancerzony "Rosie", a także motocykl. Niemcy zalegają, spostrzegłszy grupę zwiadowczą Armii Czerwonej, której zadaniem jest rozpoznanie pozycji i sił przeciwnika. Jeden fałszywy ruch może zdradzić "Iwanom" zamiary wroga. Kiedy wróg podchodzi na tyle blisko, aby wpaść w pułapkę, z gniazd niemieckich ckmów ozwały się pierwsze serie pocisków. Poniósłszy straty, sowiecki zwiad cofa się na własne pozycje, skąd wyprowadzone zostanie pierwsze uderzenie. Chwilowe zamieszanie i przerwę w walce obrońcy wykorzystali, aby się przegrupować i zmienić pozycje, ponieważ zostały one już zdemaskowane. Konieczna jest budowa polowej radiostacji, która zapewni wsparcie artylerii. Jest to czasochłonne zajęcie, więc trzeba się spieszyć, aby owo wsparcie mogło jeszcze komuś pomóc... Zbliżają się Sowieci. Radiostacja już gotowa. Udało się wezwać wsparcie...

Przybywa wsparcie złożone z zaprawionych w boju spadochroniarzy, transportowanych przez ciągnik artyleryjski Luftwaffe, tak zwany "Lufcik". Wzmocnione jednostki obrońców muszą teraz stawić czoła nadchodzącej jednostce saperów szturmowych - stanowiących elitarny oddział Armii Czerwonej. Pomimo niesłabnącego ognia niemieckiego, sowieckie oddziały posuwają się naprzód. Niemcy wychodzą z okopów, aby odepchnąć preciwnika. W pewnym momencie wysunęli się znacznie naprzód, jednak przewaga liczebna Sowietów i straty po własnej stronie nie pozwalają im na całkowite odparcie wroga. Dominacja Armii Czerwonej całkowicie przgniotła Niemców. Miażdzącą przewagę uwieńczył szturm oddziałów radzieckich, które przedostały się niemalże na tyły obrońców. Ziemia zaczęła gwałtownie drżeć - to znak, że zbliża się radziecki czołg średni T-34, który potwierdził swoje panowanie na polu bitwy i ostatecznie przełamał niemiecką pozycję. W okopach słychać już tylko jęk rannych. Gdzieniegdzie Niemcy, którym już od pewnego czasu brakło amunicji, salwowali się walką wręcz. Jednak wszystkie ich działania są już skazane na niepowodzenie. Rannych i konających czeka śmierć...







Zobacz fotogalerię z rekonstrukcji:





<<< powrót