Atak na Arbeitsamt
Strzyżów 26 lipca 2009

Jest połowa czerwca, Rynek w Strzyżowie. Na jedną z kamienic trudno nie zwrócić uwagi. Hilerowskie flagi i wielki propagandowy napis: Jedź z nami do Niemiec. To niemiecki urząd pracy - Arbeitsamt. Obok stojącego przed nim wartownikiem przechodzą pojedyncze osoby, toczy się normalne życie. Pod murem siedzi małe dziecko w łachmanach, z nadzieją oczekając na jałmużnę.

Powoli przed budynkiem Arbeitsamtu gromadzą się ludzie niosąc ze sobą walizki, tobołki, odprowadzani przez swoich najbliższych. Ludzie są przestraszeni, załamani. Każdy musi się zameldować w budynku, po czym wychodzi z kartą wyjazdu i staje przy swoich najbliższych rozmawiając.

Jeden z mężczyzn próbuje pocieszyć swoją żonę:
- Kochanie nie płacz, przecież wrócę, nie płacz proszę.
- Dokąd Cię wywożą? Mówili coś? Kiedy wrócisz, gdzie będziesz pracował? Jezu nic nie wiem, powiedz mi coś? - pyta przerażona żona.
- Nie wiem skarbie, nie chcieli nic powiedzieć, ale nie martw się dam sobie radę, przecież wiesz. Nikomu nie powiedzieli.
- Słuchaj masz tutaj smalec i kawałek białego chleba. Masz też cebulę. Mało tego, ale wiesz, że więcej nie mamy.
- Ależ kochanie... - mąż odpowiada, po czym przytula ją mocno do siebie.

Ludzie wokół rozmawiają w podobnym tonie. W pewnym momencie słychać warkot silników i z bocznej uliczki wyjeżdża przed kamienicę motor z koszem oraz ciężarówka żołnierzami niemieckimi. Ludzie odruchowo cofają się ściskając się instynktownie mocniej. Z auta zeskakują żołnierze stając wokół ludzi. Niemiecki oficer nakazuje ładować się na samochód tym, którzy mają karty do wyjazdu. Następują sceny pożegnań, płacz. Wsiadający poganiani są przez niemieckich żołnierzy. Po załadowaniu na ciężarówkę wywożonych żołnierze zamykają burtę. Konwój z motorem z przodu rusza w dół ulicy prowadzącej na dworzec. Rodziny zostają na ulicy. Małe dziecko w łachmanach wychodzi na środek ulicy i robi znak krzyża za odjeżdżającą ciężarówką.

Zapada noc. Z bocznej ulicy wychodzi przy murze młody człowiek w marynarce. Rozgląda się bacznie wokół, wyciąga zza paska pistolet, podbiega do muru i cicho gwiżdże. Przez mur przeskakuje kilka postaci z bronią.
- "Rączka" i "Bobek" za mną do budynku, reszta ubezpiecza !!! - wydaje szeptem polecenia "Królik". To Rafał Paszek, pseudonim "Królik", dowódca grupy sabotażowej Armii Krajowej składającej się z sześciu żołnierzy uzbrojonych w karabin Libella, Manlicher, pistolet Mauser, FN i... szablę, która przeprowadziła udaną akcję opanowując budynek strzyżowskiego Arbeitsamtu i paląc akta i dokumentację. Od zapalonych papierów zajął się i spłonął cały budynek.

"Bobek" wyciąga łom i siłuje się chwilę z drzwiami wejściowymi do budynku. Pozostali żołnierze z bronią długą obstawiają z obu stron budynek i ubezpieczają kolegów. Po chwili mocowania się z drzwiami żołnierzom udaje się wbiec do środka. Słychać komendy ze środka budynku: - Sprawdź tamtą szafę, gdzie są dokumenty tych do wywiezienia, zresztą dawaj palimy wszystko. Rączka płyn!
Po chwili przez otwarte okna budynku zaczyna wydobywać się dym. Żołnierze wybiegają z Arbeitsamtu i przeskakują przez mur. Ubezpieczenie ewakuuje się w boczną ulicę. Dym jest coraz gęściejszy.

Z oddali słychać nadjeżdżający samochód. To Kurt Eisenacht, szef miejscowego urzędu pracy, przyjeżdża powiadomiony już o pożarze. Wysiada z auta i sam zabiera się do gaszenia pożaru. Po chwili nadjeżdża też ciężarówka z Wehrmachtem. Żołnierze rozbiegają się w poszukiwaniu sprawców, oczywiście nie znajdując nikogo. Niemiecki oficer, zdegustowany rozwojem wypadków, macha ręką, pakuje oddział na ciężarówkę i odjeżdżają.




Zobacz film z rekonstrukcji:

Nowiny24.pl - Atak partyzantów na kolumnę transportową Wehrmachtu





Zobacz fotogalerię z rekonstrukcji:



Zdjęcia: Łukasz Kisielica





Zdjęcia: Łukasz Zawalski




Zobacz inne fotorelacje:

Nowiny24.pl - Atak na Arbeitsamt
Nowiny24.pl - Atak partyzantów na kolumnę transportową Wehrmachtu
Serwis informacyjny gminy i miasta Strzyżowa
Nowiny24.pl - zdjęcia internautki


<<< powrót