70. rocznica bitew pod Tomaszowem Lubelskim
Tomaszów Lubelski 20 września 2009

Już ponad dwa tygodnie w ciągłym marszu. Co chwila jego kierunek zmieniany jest rozkazami uzależnionymi od ruchu wojsk wroga.
Polacy cofają się prawie bez przerwy zagrożeni otoczeniem przez nasze szybkie podjazdy. Ich lotnictwa praktycznie nie widać. Po drodze zagarniamy całe rzesze maruderów z obtartymi do krwi nogami, tabory, oglądamy porzucony sprzęt. Lecz nasz marsz nie jest tylko pasmem ciągłych sukcesów. Co chwila tylne straże Polaków opóźniają nasz marsz zadając nam krwawe straty. Wielu z nas nie powróci już nigdy do ojczyzny. Przynajmniej pogoda nam sprzyja i nad naszym bezpieczeństwem czuwa Luftwaffe. Nagłym rozkazem zostajemy skierowani pod miasto Tomaszów Lubelski. Podobno na tym odcinku ma przebijać się w kierunku na Lemberg polska armia. Szybkim marszem nasza drużyna wraz z innymi kieruje się na wyznaczone dla nas miejsce. Obsadzamy niewielkie, aczkolwiek panujące nad okolicą wzgórze. Część naszych oddziałów obsadza opuszczoną przez mieszkańców polską wieś. Nasi chłopcy zostają nagłym atakiem polskiej piechoty wspartej samochodem pancernym odrzuceni ze wsi przy co prawda niedużych stratach, ale nagły atak uczulił nas, ze nie możemy czuć się bezpiecznie. Nasza kompania obsadzająca wzgórze zostaje wzmocniona dodatkową kompanią i wsparta moździerzami. Na tyłach słychać też silniki naszych czołgów co wpływa budująco na żołnierzy.

Nadchodzi wieczór. Po stronie Polaków słychać turkot kół na szosie, zbyt głośne komendy... coś się szykuje. Teraz nie może już być mowy o zaskoczeniu. Ale o dziwo rankiem nasz patrol kawalerii po rozpoznaniu wsi stwierdza, że Polacy ją opuścili. Niestety w drodze powrotnej patrol zaatakowany zostaje przez polską jazdę i po krótkim starciu zmuszony do ucieczki w stronę naszych okopanych pozycji. Strzelamy ze wszystkiego co mamy kryjąc wycofanie się naszej kawalerii. Polacy ponoszą duże straty i galopem cofają się w stronę wsi, która ponownie zostaje obsadzona polską piechotą. W pogoń za kawalerią ruszają nasze czołgi i piechota chcąc wykorzystać powodzenie i odbić pozycje we wsi. Niestety czołgiści zbyt szybko wysforowali się do przodu. Biegniemy spoceni za czołgami ledwo mogąc złapać tchu, lecz z naprzeciwka widać już polską broń pancerną. Straty w tej broni są po pojedynku ogniowym po obu stronach. Ruszamy skokami do przodu. Wtem nagły podmuch rzuca mnie na ziemię. Na prawo od siebie, na pozycji I plutonu widzę fontanny ziemi zmieszane z ludzkimi kończynami wylatujące w powietrze. To polska artyleria i granatniki rozpoczęły swój koncert. Na szczęście dla nas Polakom brakuje amunicji i ogień ustaje pozwalając nam na dalszy atak. Tym razem to nasze moździerze zza wzgórza kładą ogień na polskie okopy. Polska piechota nie wytrzymuje natarcia i cofa się zachowując zwartość bojową. Jej odwrót osłania kawaleria, która spieszona walczy do samego końca. Nieliczni jeźdźcy dopadają koni gdy nasi strzelcy motocyklowi nagłym atakiem lewą flanką wdzierają się już do wsi.
Trwa jeszcze chaotyczna walka wśród domów. We wsi widać bardzo dużo ciał poległych żołnierzy polskich. Gdzieniegdzie leżą nasi.

Ktoś wyciąga z chaty chłopa z karabinem. Okazuje się, że to sołtys. Nie wiemy dokładnie czy strzelał do naszych czy nie. Nieważne. Jako cywil złapany z bronią w ręku zostaje rozstrzelany za chałupą. Polskich rannych i jeńców transportujemy na tyły. Nie ma czasu na odpoczynek, przychodzi rozkaz by nie odstępować polskich oddziałów i ruszać w pogoń. Boże - kiedy to wreszcie się skończy..., a zapewniali nas, że wojna z Polską potrwa tylko kilka dni.




Zobacz filmy z rekonstrukcji:

buraczek111
alelublin cz. 1
alelublin cz. 2
alelublin cz. 3




Zobacz fotorelacje:




Około 500 zdjęć na stronie organizatora
Fotorelacja Joanny Rębisz
Zdjęcia Teresy Rębisz
Fotografie Irenusza Bruda


<<< powrót